Robert Kuta oskarża fotoreporterów o doprowadzenie go na skraj załamania nerwowego. Za każdym razem, kiedy widzę aparat fotograficzny, wariuję. Zaczynają mi się trząść ręce i ogarnia mnie lęk. Ich agresję czuję bardzo dokładnie. Boję się tylko, że z powodu mojej fobii komuś może się coś stać. Jak mam prowadzić samochód z dziećmi na tylnym siedzieniu i udawać, że nie przeszkadzają mi aparaty wymierzone w moją stronę? Niestety, za bycie osobą medialną płaci się swoją cenę. Radzimy zatem poszukać dobrego psychologa lub po prostu przyzwyczaić się do tego, że już zawsze będzie się na świeczniku. Zwłaszcza, że Robert samym swoim wyglądem kusi ciekawskich reporterów. Dziwacznie ubrany chudzielec - to robi wrażenie.
Robert Kuta wybrał się pod eskortą ochroniarzy na zakupy. Nadal jest chorobliwie chudy, choć pocieszające jest to, że już nie wyglądał jak zjawa.
Słodki Robert Kuta przygotowuje się na wielką letnią odsłonę swego ciała, które tak czy owak odsłania przy każdej okazji. Artysta postanowił poddać się zabiegowi sztucznego opalania, czyli - jak wiele naszych sąsiadek i sąsiadów z bloku obok – ruszył do solarium. O dziwo, niewiele to dało. Zdjęcia ukazują Roberta już po drugiej słonecznej sesji. Niestety, jego ciało nadal jest białe jak ściana. Na dodatek ogromne buty uwydatniają krzywość nóg (choć buty same w sobie są genialne). Spokojnie, byle do lata.
