W tym kraju jest tylko jeden geniusz: JA!
„kupiłem sobie ostatnio dwadzieścia kompletów bielizny, bo ostatnio odkryłem że dobrze mi w czerwonej. Jak zwykle zostawię za sobą setki plotek na swój temat, i tyle samo różnorakich spekulacji - fragm. wywiadu radio Kraków, zima 2007r.”
W Polsce wszystko co nie wpasowuję się w ramki, co nieuczesane i subwersywne, trafia na tzw. margines.
Sztuka Roberta Kuty jest wirusem infekującym skonwencjonalizowaną kulturę, uderza w jej oczywistość, robi prywatną rewolucję. Kuta nie boi się realizować swoich najśmielszych artystycznych fikcji na uczelni, w przestrzeni publicznej, wszędzie. Takie działania najczęściej określane są jako „ strategia szaleństwa i skandalu”, często też gmatwaniną.
Niezależność artystyczna, niezrozumienie, związany ze sztuką ekstrawagancki sposób i styl życia oraz sieć intryg, uczyniły z Kuty wroga publicznego (uczelnianego?) numer 1.
„krakowskie drobnomieszczaństwo zgrzyta na mój widok zębami”
Kuta budzi nieufność, wrogość, awersję swoim strojem i zachowaniem. Chodzi zawsze szybko, lekko zgarbiony w dziwacznych ciuchach, zachowuje się jak gwiazda z pierwszych stron gazet, gardzi wszystkim i wszystkimi. Ma wszystko gdzieś. Ludzie w ogóle go nie interesują. Ciągle prowokuje. Twarz ma bardzo szczupła, wręcz wychudzoną. Jest postacią która wyzwala bardzo skrajne emocje. Manipuluje ludźmi. Codziennie wznieca wokół siebie indywidualne i spontaniczne rewolucje, będące „ emanacją jego wewnętrznych i całkowicie naturalnych impulsów.” Nasuwa się pytanie o granice między prowokacją, demistyfikacją obłudy i umowności norm a szaleństwem. Choć jego działania sprawiają wrażenie chaotycznych, mają przemyślany i poważny cel. Nie chowa się za statusem artysty, często traktuje go z ironią, nie wpisuje się w bezpieczne programy artystyczne, bierze pełną odpowiedzialność.
